wtorek, 14 lipca 2015

Podróże małe i duże: Klebark Wielki

Nie znam nikogo, kto nie lubi podróży i małych wycieczek. Ja swój pierwszy wakacyjny wyjazd już odbyłam. Od dziecka rok rocznie odwiedzam swoją rodzinę w Klebarku Wielkim. A cóż to za wiocha? - myślicie. :)
Klebark Wielki jest to malownicza miejscowość położona pod Olsztynem. Niewielka, lecz mam do niej duży sentyment zarówno z powodów rodzinnych, jak i cudownej aury, jaka tam panuje. Liczne pruskie zabudowania, malownicze jezioro, zabytkowy kościół nadają temu miejscu wiele uroku. Obecnie jestem tam częstym gościem także w ciągu roku z powodu moich studiów w Olsztynie. To jednak latem jest tam najpiękniej. Zresztą sami zobaczcie:




Najbardziej rzucającym sie w oczy punktem jest XV wieczny kościół. Na zdjęciach widać także plac przed Sanktuarium oraz tablicę historyczną.




 Piękny pruski dworek z mansardowym dachem <3


 Pogoda niezbyt dopisywała w czasie spacerów, ale to nam nie przeszkadzało ;)


Jestem tym typem, którego zachwycają nawet stare, zniszczone domy :)



Czerwona cegła - kocham!

 I mój ulubiony punkt, czyli stary, opuszczony pałacyk. Patrząc na takie miejsca zawsze zastanawiam się nad ich historią i losami mieszkańców. Czyż nie wspaniale byłoby mieszkać w takim otoczeniu?





Na koniec jeszcze kilka ujęć ogrodu mojej cioci. Jak widać wkłada w niego ogrom pracy, ale na szczęście natura potrafi się odwdzięczać. Te róże mają na żywo imponującą wielkość!


Jeśli kiedykolwiek będziecie odwiedzać naszą piękną Warmię koniecznie zajrzyjcie na tą poniemiecką wieś ;)




poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Read it, czyli "Kiedybyłem dziełem sztuki"


Po długiej nieobecności postanowiłam na nowo zacząć pisać. Dziś będzie trochę kulturalnie. Jako, że nadeszła w końcu upragniona wiosna mam poczucie, że czas się jakby wydłużył. Raczej nie stało się to za sprawą mniejszej ilości obowiązków, ale dłuższych wieczorów.  Te jednak bywają nadal chłodne dlatego wciąż spędzam je z kubkiem ciepłej herbaty. W czasie takich chwil lubię zagłębić się w dobrą lekturę. Od dawna uważam, ze nic tak nie sprzyja relaksowi jak ciekawa książka. Ta jest wyjątkowa. Sprzyja refleksji dlatego postanowiłam się nią z wami podzielić.

Z twórczością E.E. Schmitta miałam już wcześniej do czynienia przy lekturze "Małżeństwo we troje". Schmitt doskonale potrafi bawić się uczuciami czytelnika i zmuszać go do zastanowienia się nad swoim życiem.
"Kiedy byłem dziełem sztuki" opowiada historię niedoszłego samobójcy, który ma poczucie pustki i bezużyteczności. Czuje się niedostrzegany i obojętny dla bliskich i społeczeństwa, szczególnie, ze żyje w cieniu sławnych braci. Przed śmiercią ratuje go artysta. Chcąc nadać sens życiu bohatera przerabia go na żywe dzieło sztuki. Początkowo bohater jest zachwycony swoim nowym życiem jednak po czasie zauważa, że sprowadzenie swojej egzystencji do roli przedmiotu nie jest tym czego pragnął. Zaczyna sobie uświadamiać jak wielkie znaczenie miało jego poprzednie wcielenie.
I tutaj kończę spamowanie, aby was nie zniechęcić do przeczytania :) Dodam tylko, że książka pokazuje nam, że każdy z nas jest wyjątkowy o czym często zapominamy w dzisiejszym świecie. Obecnie, kiedy osacza nas wszechobecny perfekcjonizm, a z kolorowych magazynów uśmiechają się do nas twarze idealnych modelek, łatwo jest popaść w kompleksy i zatracić własne ja.

Troszkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, ze przebrniecie.
Pozdrawiam was serdecznie