poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Read it, czyli "Kiedybyłem dziełem sztuki"


Po długiej nieobecności postanowiłam na nowo zacząć pisać. Dziś będzie trochę kulturalnie. Jako, że nadeszła w końcu upragniona wiosna mam poczucie, że czas się jakby wydłużył. Raczej nie stało się to za sprawą mniejszej ilości obowiązków, ale dłuższych wieczorów.  Te jednak bywają nadal chłodne dlatego wciąż spędzam je z kubkiem ciepłej herbaty. W czasie takich chwil lubię zagłębić się w dobrą lekturę. Od dawna uważam, ze nic tak nie sprzyja relaksowi jak ciekawa książka. Ta jest wyjątkowa. Sprzyja refleksji dlatego postanowiłam się nią z wami podzielić.

Z twórczością E.E. Schmitta miałam już wcześniej do czynienia przy lekturze "Małżeństwo we troje". Schmitt doskonale potrafi bawić się uczuciami czytelnika i zmuszać go do zastanowienia się nad swoim życiem.
"Kiedy byłem dziełem sztuki" opowiada historię niedoszłego samobójcy, który ma poczucie pustki i bezużyteczności. Czuje się niedostrzegany i obojętny dla bliskich i społeczeństwa, szczególnie, ze żyje w cieniu sławnych braci. Przed śmiercią ratuje go artysta. Chcąc nadać sens życiu bohatera przerabia go na żywe dzieło sztuki. Początkowo bohater jest zachwycony swoim nowym życiem jednak po czasie zauważa, że sprowadzenie swojej egzystencji do roli przedmiotu nie jest tym czego pragnął. Zaczyna sobie uświadamiać jak wielkie znaczenie miało jego poprzednie wcielenie.
I tutaj kończę spamowanie, aby was nie zniechęcić do przeczytania :) Dodam tylko, że książka pokazuje nam, że każdy z nas jest wyjątkowy o czym często zapominamy w dzisiejszym świecie. Obecnie, kiedy osacza nas wszechobecny perfekcjonizm, a z kolorowych magazynów uśmiechają się do nas twarze idealnych modelek, łatwo jest popaść w kompleksy i zatracić własne ja.

Troszkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, ze przebrniecie.
Pozdrawiam was serdecznie